Endodoncja
i prawo
Endodoncja
jako dziedzina stomatologii nie jest wyjątkiem jeżeli
chodzi o prawną odpowiedzialność zawodową: nawet
dobrym stomatologom, być może nawet Tobie, mogą przytrafić
się złe rzeczy. Jak to jest możliwe, skoro kierujemy
się dobrymi zamiarami, w szkole ciężko pracowaliśmy
aby zdobyć jak najlepsze wykształcenie, a i obecnie
wciąż kształcimy się i doskonalimy nasze umiejętności?
Wielu z nas być może pamięta zajęcia z prawoznawstwa
na które uczęszczaliśmy w trakcie studiów i na których
uczono nas, że w pierwszych latach naszej działalności
zawodowej standardowym działaniem powinno być "to,
co rozważny stomatolog zrobiłby w tych samych lub
podobnych okolicznościach."
W niedalekiej przeszłości, czyli w czasach znacznie mniej skomplikowanych,
niż obecne, dentysta o nastawieniu patriarchalnym (czyli taki, jak np.
bohater ówczesnego serialu „Marcus Welby, M.D.”) zrobiłby to, co uznałby
za stosowne i tyle. Szanowny czytelniku - pamiętający te dni i myślący
o nich z rozrzewnieniem: te czasy już nie wrócą. Dzisiejszy pacjent należy
już do nowej generacji pacjentów zadających wiele pytań – w tym o ubezpieczenie
stomatologiczne wraz z jego ograniczeniami i wyłączeniami. Dzisiejszy pacjent
naprawdę chce wiedzieć na czym polega jego problem i jak można go rozwiązać.
Innymi słowy chce być poinformowany – w pełni poinformowany – o wszystkich
aspektach leczenia zanim zgodzi się na jego rozpoczęcie. Taka świadoma
zgoda wymaga od lekarza (zarówno stomatologii, jak i medycyny) dokładnego
opisania problemu prostym językiem nienaukowym, oraz powiadomienia pacjenta
o wszystkich zaletach, wadach, ryzyku i kosztach każdego możliwego rozwiązania
problemu. W dzisiejszych czasach dobrze jest również poprosić pacjenta
o wyrażenie zgody na leczenie na piśmie, wraz z zastrzeżeniem, że został
on poinformowany o wszystkich powyższych aspektach, a następnie przechowywać
ten dokument w teczce/folderze/aktach pacjenta. Formularz zawierający powyższe
informacje (zdjęcie 1) powinien być opatrzony datą i podpisany przez pacjenta.
Zaniechanie tej praktyki samo w sobie stanowi naruszenie standardowych
zasad opieki/leczenia.
|

Stephen Cohen, DDS
Prywatna praktyka
San Francisko,
California |
Od dostawców naszego ubezpieczenia odpowiedzialności zawodowej wiemy, że endodoncja
jest tą dziedziną stomatologii, której dotyczy najwięcej skarg i roszczeń. Świadczy
to o tym, że pomiędzy tym, czego uczono nas na studiach, a naszą codzienna praktyką
musi istnieć jakaś rozbieżność. Na czym ta rozbieżność może polegać? Ponieważ
od 30 lat zeznaję w rozprawach sądowych jako świadek-ekspert zarówno po stronie
pozwanych (stomatologów), jak i powodów, mogę Państwu przedstawić główne, powtarzające
się raz po razie kwestie, które stanowiły kość niezgody pomiędzy obiema grupami.
Po udzieleniu konsultacji w ponad 350 sprawach odnoszę wrażenie, że tylko nazwiska
stron zmieniają się, natomiast spór dotyczy ciągle tych samych zagadnień z dziedziny
endodoncji. Przyjrzyjmy się najważniejszym z nich.
• Koferdam
Tak, wiem, może się państwu wydawać, że po tym, jak mówiono nam o znaczeniu koferdamów
na praktycznie każdych zajęciach z endodoncji, z pewnością nikt nie podjąłby
się leczenia bez użycia tych akcesoriów. Z przykrością muszę stwierdzić, że mimo
to wielu stomatologów niepotrzebnie naraża się na przykre konsekwencje ewentualnych
komplikacji w trakcie leczenia decydując się na zaniechanie użycia koferdamu.
Pewnie zastanawiacie się państwo: „Co oni sobie myślą?” To jest dobre pytanie,
z resztą ja także je sobie często zadaję. Wystarczy powiedzieć, że w dzisiejszych
„drapieżnych” czasach każdy stomatolog rozważający podjęcie leczenia endodontycznego
bez użycia koferdamu to zachęta dla rozczarowanego pacjenta do znalezienia agresywnego,
żądnego zysku prawnika który będzie żądał zadośćuczynienia za - w najlepszym
przypadku - utratę zębów jako bezpośredniego skutku nie zastosowania przez stomatologa
uniwersalnego środka przeciwdziałającego infekcjom w leczeniu endodontycznym
jakim jest koferdam.
• Niewystarczająca dokumentacja
Oczywiście większość stomatologów myśli sobie tak: „zajmuję się leczeniem pacjentów,
nie mam czasu na robotę papierkową”. Takie podejście ma rację bytu, ale tylko
wtedy, kiedy jesteśmy pewni, że każde przeprowadzane przez nas leczenie zakończy
się sukcesem. Czy są jednak tacy stomatolodzy którzy mogą pochwalić się 100%
skutecznością leczenia? Jak zapewne wszyscy możemy potwierdzić, można wykonać
wszystkie etapy leczenia prawidłowo, a jednak niektóre przypadki kończą się
niepowodzeniem – i dlatego właśnie nazywamy naszą pracę „praktyką” stomatologiczną.
Niektóre z tych „kłopotliwych” przypadków mogły być leczone wiele lat temu
i dokumentacja jest wszystkim, na czym możemy się oprzeć w razie wystąpienia
roszczenia. Mimo to widziałem wiele kopii akt pacjentów na których stomatolodzy
notowali zaledwie szczątki informacji, jak np.: „RTG #28”. Żadnych informacji
o objawach, historii leczenia, testach klinicznych czy podjętym leczeniu!
To świetny kąsek dla adwokatów powodów, którzy w takim przypadku mają ułatwione
zadanie. Istnieją przecież gotowe tabele przedstawiające poszczególne etapy
leczenia endodontycznego dostępne dla każdego stomatologa (zdjęcie 2), które
pomogą lekarzowi i jego personelowi utrzymać dyscyplinę pamięciową i nabrać
zwyczaju zapisywania wszystkich SOAP-ów (z angielskiego: symptoms, objective
findings, assessment, procedure). Ten powszechnie stosowany w świecie medycyny
i stomatologii skrótowiec ma przypominać lekarzom i personelowi o odnotowywaniu
wszystkich objawów (np. charakter bólu), obiektywnych wniosków (np. brak
reakcji na miazgi na bodźce elektryczne, resorbcja wierzchołkowa), oceny
informacji zebranych na podstawie wszystkich objawów które docelowo prowadzą
do postawienia diagnozy, oraz planu leczenia. Nie ma jednolitego wzoru formularza
leczenia endodontycznego; wymaga się jedynie, aby informacje dotyczące przeprowadzonego
leczenia były wyraźnie i czytelnie zapisane długopisem lub piórem i zawierały
wszystkie aspekty SOAP-u. Oczywiście fakt, że pacjent jest w pełni świadomy
wszystkich możliwości leczenia zanim zostanie ono rozpoczęte, jest domniemany
i nie ulega żadnej wątpliwości. Wiem, że dodatkowe formalności i robota papierkowa
w naszym wypełnionym po brzegi dniu może być źródłem frustracji. Ale postawię
sprawę jasno: we wszystkich sprawach dotyczących niewystarczającej dokumentacji,
przy których współpracowałem z adwokatami pozwanych, stomatolodzy przekonali
się w bardzo nieprzyjemny sposób jak ważne jest poświęcenie czasu na właściwe
prowadzenie dokumentacji. A żeby nieszczęsny pozwany poczuł się jeszcze gorzej,
często okazuje się, że brakuje również zdjęcia RTG wykonanego przed leczeniem.
Być może żaden z tych z aspektów nie będzie miał znaczenia jeśli pacjent
nie będzie miał dalszych roszczeń i sprawa zakończy się polubownie. Ale jeżeli
pacjent poczuje się rozczarowany przebiegiem sprawy i złoży kolejne zażalenie,
obrońca pozwanego może napotkać na poważne trudności w sprawnym przeprowadzeniu
obrony jeżeli nie będzie dysponował kompletną dokumentacją dot. przebiegu
leczenia. Należy pamiętać, że dobrze wywołane, czytelne zdjęcie rentgenowskie
jest nie tylko najważniejszym elementem pozwalającym na postawienie diagnozy
w leczeniu endodontycznym, ale również kluczowym składnikiem dokumentacji
tego leczenia. Dlatego w przypadku braku takiego zdjęcia w aktach pacjenta
system prawny obarczy stomatologa odpowiedzialnością za niekompletną dokumentację.
Pamiętajmy: lekarz nigdy nie może zapisać zbyt wiele w aktach pacjenta, natomiast
niewystarczające notatki są bronią w ręku adwokata powoda dzięki której z
powodzeniem może on pokonać zespół obrony starający się pomóc lekarzowi.
| Informacja
dla pacjenta decydującego się na leczenie endodontyczne
Troszcząc się o Państwa zdrowie i prawidłowo
przeprowadzone leczenie endodontyczne, mamy również na uwadze Państwa
prawo do decydowania jaki sposób leczenia będzie dla Państwa najkorzystniejszy.
Nasze zobowiązania wobec Państwa polegają między innymi na przedstawieniu
dokładnej i kompletnej informacji odnośnie Państwa potrzeb stomatologicznych
w miarę ich identyfikacji w trakcie badania. Pragniemy dzielić z Państwem
wszelkie nasze spostrzeżenia dotyczące postawionej diagnozy i przeprowadzonego
leczenia, a dodatkowe pytania z Państwa strony są również mile widziane.
Wobec chęci poinformowania Państwa o wszystkich
aspektach prowadzonego przez nas leczenia, uważamy za istotne przybliżenie
Państwu informacji dot. ryzyka, z którym należy się liczyć wyrażając
zgodę na w/w leczenie. Przed podjęciem decyzji o leczeniu należy być
świadomym, że:
• Leczenie kanałowe ma na celu zachowanie i utrzymanie
zęba, który w przeciwnym wypadku musiałby być usunięty. Prawdopodobieństwo
osiągnięcia sukcesu przy tego typu leczeniu jest bardzo wysokie, jednak
ponieważ jest to metoda ściśle powiązana z procesami biologicznymi
zachodzącymi w Państwa organizmie, nie możemy zagwarantować sukcesu
w 100%.
• Mimo naszych starań sporadycznie zdarza się, że ząb leczony kanałowo
(ale nie chirurgicznie) będzie potrzebował albo ponownego leczenia kanałowego,
albo resekcji.
• Szczególną uwagę poświęcamy odbudowie koron leczonych przez nas zębów,
ale mimo naszych wysiłków zdarza się, że korona protetyczna ulega odłamaniu
i ząb wymaga ponownej odbudowy.
• Pomimo prawidłowego przeleczenia zęba kanałowo, około 5% takich zębów
ostatecznie będzie musiało zostać usuniętych.
• Odbudowa przeleczonego kanałowo zęba za pomocą korony protetycznej
ma kluczowe znaczenie w procesie prawidłowego utrzymania zęba. Odbudowa
taka powinna zostać zakończona w ciągu 30 dni od przeprowadzonego leczenia
kanałowego (…).
-------------------------------------------- ------------------------------
Podpis pacjenta (rodzica) (data) |
| Zdjęcie 1. Próbka formularza – informacji
dla pacjentów podejmujących decyzję o podjęciu leczenia endodontycznego,
który każdy z nich musi przeczytać, podpisać i opatrzyć datą. Pacjenta
zachęca się do zadawania pytań dotyczących proponowanego leczenia. Po złożeniu
podpisu przez pacjenta stomatolog parafuje formularz. |
• Zmiana dokumentacji pacjenta
Kiedy pojawia się potrzeba przedstawienia dokumentacji dotyczącego leczenia jako
dowodu w sprawie, lekarzy ogarnia czasem pokusa aby „wyjaśnić” nieco zapisane
ręcznie notatki przed zrobieniem kopii dokumentów na potrzeby sądu. Są nawet
tacy, którzy w tej sytuacji celowo przepisują historię leczenia pacjenta. Niezależnie
od okoliczności, obrona powoda ma swoje sposoby na wykrycie wszelkich zmian,
jeżeli tylko zacznie podejrzewać że mogły one zaistnieć. Jeżeli sąd zażąda przedstawienia
dokumentacji pacjenta jako dowodu, najlepiej jest poprosić cały personel o złożenie
zeznań w tej sprawie na samym początku rozprawy, a w dalszej kolejności samemu
stawić się w sądzie. Takie postępowanie eliminuje pokusę naniesienia przez lekarza
jakichkolwiek zmian w dokumentacji. Niemal wszyscy prawnicy zgodzą się ze stwierdzeniem,
że niekompletne akta pacjenta są mniej szkodliwe dla pozwanego, niż akta zmienione.
Zmienione dokumenty mogą niemal całkowicie zniweczyć plany adwokata lekarza co
do jego ścieżki obrony, a dodatkowo znacznie zwiększyć zakres odpowiedzialności
lekarskiej.
• Odpowiedzialność pośrednia
Niemal każdemu stomatologowi zdarzyło się odkryć na podstawie zdjęcia rentgenowskiego
całego uzębienia, że wcześniejsze leczenie endodontyczne zostało źle przeprowadzone.
Nie ma wątpliwości – leczenie było całkowicie nieprawidłowe. Co lekarz stomatolog
powinien zrobić po dokonaniu tego typu odkrycia? Jeżeli źle leczony ząb nie
wykazuje żadnych objawów komplikacji, wtedy czasem - w źle pojętej wierze
„ochrony” kolegi po fachu - pojawia się pokusa nie powiadomienia o pacjenta
o wcześniej zaistniałym błędzie. Należy jednak pamiętać, że naszą najważniejszą
misją jest służenie pacjentowi, a nie innym lekarzom. Co będzie, jeżeli źle
leczony ząb zacznie pewnego dnia nagle ropieć i narazi pacjenta na ostry
ból i cierpienie? W takim przypadku w prawie każdym stanie USA pacjent będzie
mógł złożyć pozew o odszkodowanie od swojego dentysty – nawet jeśli jego
obecny lekarz nie przeprowadzał leczenia kanałowego które uszkodziło ząb.
Czy jest to dla Państwa szokujące? Dla mnie też! Ale przypadek ten jasno
pokazuje i przypomina nam, że jako zawodowcy jesteśmy zobowiązani do poinformowania
pacjenta o wszystkich nieprawidłowościach, jakie wykryliśmy w trakcie oględzin
i leczenia. Zaniechanie udzielenia takich informacji może niepotrzebnie narazić
nas na zarzut o zaniedbanie, a nawet o postępowanie niezgodne z etyką zawodową.
• Świadoma odmowa udzielenia informacji
Wszyscy wiemy o obowiązku podpisania przez pacjenta tzw. „świadomej zgody”
na leczenie endodontyczne oraz o potrzebie poinformowania pacjenta o wszelkich
naszych spostrzeżeniach, zalecanym leczeniu, alternatywnych opcjach postępowania,
oraz zaletach i potencjalnym ryzyku związanych z każdą z nich. Mimo to, wraz
z pojawieniem się modeli biznesowych promowanych przez organizacje ukierunkowane
na utrzymanie zdrowia (ang. Health Maintenance Organizations lub HMO’s) i
polegających na ograniczeniu leczenia stomatologicznego do niezbędnego minimum
(co często prowadzi do przyjęcia przez stomatologów najkrótszej ścieżki leczenia
z bonusami za tzw. usługę minimalną), naszym oczom ukazało się stosunkowo
nowe w świecie stomatologii zjawisko świadomej odmowy udzielenia informacji.
Obecnie wszyscy dentyści zobowiązani są do informowania swoich pacjentów
o wszystkich opcjach leczenia, niezależnie od ich kosztów. Oczywiście HMO
chciałyby, żeby w sytuacji braków w uzębieniu współpracujący z nimi lekarz
wspomniał wyłącznie o częściowej protezie jako jedynej opcji. Ale ponieważ
dla lekarza najważniejsze powinno być dobro pacjenta, jest on zobowiązany
do poinformowania go również o możliwości wstawienia droższego mostu lub
implantów (zakładając że w tej sytuacji opcje te są wykonalne). Nieudzielanie
pacjentowi tak kluczowych informacji we właściwym czasie może narazić stomatologa
na poniesienie odpowiedzialności, co jest przecież możliwe do uniknięcia.
Bo przecież jak pacjent ma wybrać właściwie i mądrze, jeśli nie jest świadomy
innych możliwości leczenia?
• Uszczelniacze zawierające paste paraformaldehydową
Szokujący jest fakt, że w dwudziestym pierwszym wieku zdarzają się jeszcze
stomatolodzy, którzy decydują się na użycie uszczelniaczy zawierających paraformaldehyd
(zdjęcie nr 3). Od 1985 roku nie ma w Stanach Zjednoczonych ani jednej akredytowanej
uczelni stomatologicznej, która polecałaby użycie tego starego, nieużytecznego
materiału lub uczyła jakiejkolwiek techniki związanej z jego wykorzystaniem.
Mimo to jest jeszcze wielu dentystów, którzy przy zamykaniu kanałów zębowych
wystawiają swoich pacjentów na działanie tej niezwykle szkodliwej, toksycznej
substancji. Nie da się opisać szkód fizycznych i psychicznych wyrządzonych
pacjentom w wyniku zastosowania tego materiału. Jakość życia niektórych pacjentów
pogorszyła się tak drastycznie na skutek gehenny, jaką musieli przejść, mają
oni wrażenie jakoby ich życie zostało przemienione w piekło. Niestety niektórym
lekarzom wydaje się, że pozjadali wszystkie rozumy, a kiedy przebieg leczenia
wymyka im się spod kontroli, zaczynają nieskładnie tłumaczyć się ze swoich
czynów. Dla przedstawicieli obrony najbardziej irytujące są sytuacje, kiedy
adwokat strony skarżącej mówi przed sądem że: „Doktor Smith wykazał świadome
i nierozważne lekceważenie wobec zdrowia, bezpieczeństwa i dobrobytu swoich
często dożywotnio okaleczonych klientów”. Mówiąc bez ogródek, nie istnieją
okoliczności w których wskazane byłoby użycie pasty paraformaldehydowej do
uszczelniania kanału. Dlaczego którykolwiek stomatolog miałby zdecydować się
na użycie tak niebezpiecznej dla zdrowia substancji? Nie znam odpowiedzi na
to pytanie, znam natomiast opłakaną sytuację niektórych naszych kolegów, którzy
uparli się aby używać jej zamiast gutaperki i uszczelniaczy uznanych przez
FDA (ang. Food and Drug Administration) jako „ogólnie bezpieczne i skuteczne”.
• Perforacje
Każdemu lekarzowi podejmującemu się leczenia endodontycznego zdarza się od
czasu do czasu – przypadkowo – doprowadzić do perforacji kanału zębowego,
zwykle w okolicy lub w samej furkacji. Perforacja sama w sobie niekoniecznie
ma negatywny wpływ na przebieg leczenia, natomiast sposób, w jaki lekarz
sobie z nią radzi ma tutaj kluczowe znaczenie. Z tego, co widziałem jako
świadek - ekspert, sprawa przyjmuje najgorszy dla lekarza obrót kiedy próbuje
on ukryć fakt dokonania perforacji (np. wypełniając otwór perforacji amalgamatem,
kompozytem, glassionomerem, itp.) i zataja go przed pacjentem. Dużo łatwiej
jest przecież powiedzieć pacjentowi wprost i zaraz po incydencie, że mimo
naszych ostrożnych wysiłków instrument przebił się przez ściankę zęba, i
że otwór może być szybko zamknięty za pomocą stosunkowo nowego na rynku materiału
dzięki któremu perforację można niemal zawsze całkowicie zlikwidować. Takie
postępowanie nie wymaga ani wielu mądrych słów, ani nie przyczynia się do
zmniejszenia autorytetu lekarza. Perforacje zdarzają się od czasu do czasu
i zwykle nie stanowią wielkiego problemu – chyba, że pacjent nie jest o nich
informowany. Tego rodzaju przypadek jest sztandarowym przykładem tego, co
po latach obserwacji rozwoju wypadków na sali sądowej można streścić jednym
zdaniem: to, co się stało nie jest tak ważne jak sposób, w jaki na jeden
z „wypadków przy pracy” zareaguje lekarz.
• Przepchnięcia
Przypadkowe przepchnięcia zdarzają się od czasu do czasu w leczeniu kanałowym,
i to zdarzają się wszystkim lekarzom którzy się takiego leczenia podejmują.
Wszyscy robimy, co tylko w naszej mocy aby unikać przepchnięć, ale mimo to
nie zawsze jest to możliwe. Trzeba zdawać sobie sprawę, że nawet endodonci
nie mogą dojść do porozumienia w kwestii tego, gdzie dokładnie zaczyna się
przepchnięcie. Czy zaczyna się ono w apeksie? Czy milimetr poza nim? Czy
może dwa milimetry? Jest to kolejny przypadek sytuacji, w której liczy się
nie tyle samo wystąpienie przepchnięcia (a zdarza się ono dość często), a
sposób, w jaki poradzi sobie z nim lekarz. Zdecydowanie najlepiej jest unikać
dramatyzowania i po prostu poinformować pacjenta, że niewielka ilość biokompatybilnego
materiału dostała się poza wierzchołek korzenia i w związku z tym przez kilka
najbliższych dni należy liczyć się z wystąpieniem dodatkowego lekkiego bólu
w tym miejscu. Wszyscy z pewnością spotkaliśmy się z przypadkami niewielkiego
przepchnięcia gutaperki i uszczelniacza, co, poza niewielkim, przejściowym
mechanicznym bólem pozabiegowym, nie spowodowało żadnych innych negatywnych
objawów, a zęby w większości wygoiły się całkowicie. W przypadku zastosowania
niedostatecznej lub zbyt dużej ilości materiału wypełniającego ważne jest,
aby lekarz mógł wykazać się posiadaniem wykonanych wcześniej klasycznych
lub cyfrowych zdjęć rentgenowskich, jak również dowodem na użycie endometru
w celu ustalenia właściwej długości roboczej. Dane te powinny znajdować się
w dokumentacji pacjenta. Endometry należą do powszechnie stosowanych instrumentów
służących do określania długości roboczej, ale najlepiej jest zweryfikować
tę długość dodatkowo ze zdjęciami rentgenowskimi lub cyfrowymi wykonanymi
na tym samym etapie leczenia endodontycznego, czyli zwykle na etapie dopasowywania
ćwieków gutaperkowych. Starajmy się zachęcić pacjenta do zadawania pytań
na temat przepchnięcia – możemy w ten sposób poszerzyć jego wiedzę w tej
dziedzinie. Dobrze jest odnotować tego typu konwersację w dokumentacji pacjenta
oraz pamiętać, że każde nowe dane wprowadzane do akt muszą być parafowane
przez lekarza. Tak, wzrok Państwa nie myli – trzeba parafować każdy nowy
dokument! Niektórzy z Was mogą się zastanawiać, skąd taka konieczność, skoro
to nasz gabinet, jesteśmy jedynymi stomatologami w tym gabinecie i tylko
my wprowadzamy dane do akt naszych pacjentów. Wątpliwości tego rodzaju są
w tym przypadku jak najbardziej na miejscu. Należy jednak pamiętać, że istnieją
gabinety grupowe, w których pracuje dodatkowy personel, ludzie przychodzą
i odchodzą, a potem – być może kilka lat później – adwokat powoda zada nam
na sali sądowej pytanie „Doktorze, kto wpisał te dane do dokumentacji pacjenta?”
i na pytanie to będzie można łatwo odpowiedzieć tylko wtedy, gdy lekarz i
jego personel parafowali każde nowe dane wprowadzane do akt. Jednak jeśli
zaniedba się parafowanie dokumentów, to każdy zarzut o zaniedbanie lub postępowanie
niezgodne z etyką zawodową przedstawiony przed adwokata powoda może zaszkodzić
pozwanemu stomatologowi który jest jednocześnie właścicielem gabinetu. A
komu są takie komplikacje potrzebne? Czyż nie łatwiej jest wprowadzić zwyczaj
parafowania wpisywanych danych przez stomatologów i personel i uniknąć tego
typu sytuacji?
 |
Zdjęcie 3: przepchnięcie pasty paraformaldehydowej.
Ten pacjent doznał stałego uszkodzenia [..], co pozwoliło mu na wywalczenie
w sądzie ugody w postaci wysokiej (sześciocyfrowej) rekompensaty finansowej |
• Złamane narzędzia
Czy są tacy stomatolodzy-endodonci, którym nigdy nie zdarzyło się złamanie
pilnika podczas opracowywania kanału (zdjęcie 4)? Tacy stomatolodzy nie muszą
dalej czytać tego artykułu ponieważ są chodzącymi ideałami. Reszta z nas
może czytać dalej. Spróbujmy przypomnieć sobie, kiedy ostatnio końcówka pilnika
odłamała nam się w kanale korzeniowym. Co dokładnie wtedy zrobiliśmy? Czy
zaczęliśmy od samooceny swojej pracy? Czy wyrzuciliśmy natychmiast pechowe
narzędzie? Czy może zapomnieliśmy o powiadomieniu o tym fakcie pacjenta?
Być może nie jest to najbardziej pocieszające, ale możecie być Państwo pewni,
że takie zachowania są bardzo częste. Wielu stomatologów przyciągniętych
przez grawitacyjną siłę wymiaru sprawiedliwości przyznało się do takiego
postępowania. Spróbujmy teraz przyjrzeć się kilku faktom na temat złamanych
narzędzi:
• Zupełnie nowy pilnik może ulec złamaniu w kanale zęba z powodu wad fabrycznych.
• Nieprzestrzeganie instrukcji dotyczących właściwego użytkowania instrumentu
dostarczonych przez producenta może doprowadzić do jego złamania, szczególnie
jeśli używamy obrotowych pilników niklowo-tytanowych (NiTi).
• Częste użytkowanie jakiegokolwiek narzędzia prowadzi do jego zużycia, a w
konsekwencji do jego zniszczenia (dlatego często zaleca się, aby instrumenty
NiTi wyrzucać po jednorazowym wykorzystaniu).
• Odłamanie się narzędzia w trakcie leczenia kanału samo w sobie niekoniecznie
stanowi odejście od standardowych zasad leczenia.
• Zęby, przy których leczeniu doszło do uszkodzenia pilnika przez lata pozostają
mocne i twarde, spełniają swoje funkcje i nie wykazują żadnych objawów chorobowych.
Teraz, kiedy mamy jasność sytuacji jeżeli chodzi o pewne fakty, zastanówmy
się co można zrobić kiedy następnym razem pilnik złamie nam się w kanale zębowym.
Po pierwsze, należy wziąć kilka głębokich oddechów i odłożyć narzędzie, które
mamy w danej chwili w ręce. Potem trzeba zapanować nad emocjami, i kiedy już
odzyskamy swą zwykłą postawę profesjonalisty, należy posadzić pacjenta w pozycji
pionowej, pokazać mu pilnik i delikatnie wspomnieć, że malutka cząstka tego
narzędzia służącego do nadawania kształtu kanałom odłamała się i pozostała
w kanale zęba i że najprawdopodobniej nie zaszkodzi to zębowi w żadnej mierze
(bo taka jest prawda!). Jednocześnie pomoc dentystyczna powinna odnotować w
aktach pacjenta, że został on poinformowany o tym wydarzeniu, a następnie opatrzyć
tę notatkę parafką. W dalszej kolejności powinniśmy umieścić pechowe narzędzie
w kopercie, zamknąć ją i umieścić wraz z dokumentami pacjenta, na wypadek gdyby
miała się przydać kilka miesięcy lub lat później.
Jak nam wszystkim wiadomo, czasem możliwe jest ominięcie odłamanych części
pilnika, chyba że zaklinują się one w przywierzchołkowej części kanału. Jeżeli
nie jest możliwe ominięcie lub wyciągnięcie końcówki pilnika, należy wypełnić
kanał możliwie najdokładniej ciepłą gutaperką i uszczelniaczem aż do wysokości
odłamanej części narzędzia. Następnie należy powiedzieć pacjentowi, że będziemy
ściśle monitorować jego przypadek, i że w przypadku odczuwania utrzymującego
się bólu lub innych objawów pacjent powinien nas natychmiast o tym poinformować.
Wskazane jest kontrolowanie tego typu zębów co 4-6 miesięcy przez okres 2 lat.
Dobrze jest przypomnieć pacjentowi, że wciąż istnieje niewielka szansa konieczności
przeprowadzenia drobnej ingerencji chirurgicznej na tym zębie w przyszłości
(co zostało wspomniane również na podpisanej przez pacjenta informacji dla
osób decydujących się na leczenie endodontyczne). Komfort psychiczny pacjenta,
świadomość, że może on w każdej chwili skontaktować się ze swoim lekarzem i
że jego przypadek będzie ściśle monitorowany umacnia więź między pacjentem
a dentystą i znacznie zmniejsza ryzyko wystąpienia sporu prawnego.
 |
| Zdjęcie 4: Odłamanie się narzędzia w trakcie
leczenia kanału samo w sobie niekoniecznie stanowi odejście od standardowych
zasad leczenia. |
• Zaniechanie skierowania do specjalisty
Kilka lat temu piosenkarz (country) Kenny Rogers śpiewał: „Know when to hold’em,
know when to fold’em” (ang.: „Wiem, kiedy ich zatrzymać, a kiedy sobie odpuścić”).
Zastanówmy się przez chwilę jak te słowa mają się do naszej praktyki zawodowej.
Wszyscy od czasu do czasu musimy skierować pacjenta do specjalisty. Mimo
to zdarzają się lekarze, którzy próbują sami radzić sobie z bardzo skomplikowanymi
przypadkami (np. wąskie, niedrożne kanały). Czy naprawdę jest to dobre dla
pacjenta? A czy jest to dobre dla stomatologa? Jeżeli leczenie takiego trudnego
przypadku nie powiedzie się, adwokat skarżącego, (czyli pacjenta) może w
trakcie składania zeznań zadać pytanie: „Panie doktorze, czy zastanawiał
się pan kiedyś nad skierowaniem mojego klienta do specjalisty endodonty?”.
Jakkolwiek obrońca pozwanego nie starał by się odpowiedzieć na to pytanie,
jakichkolwiek okoliczności łagodzących próbował by się doszukać, dziura,
w którą z własnej woli wpadł pozwany będzie się tylko pogłębiać z minuty
na minutę. Kto chciałby się znaleźć w tak stresującej sytuacji? Za każdym
razem, kiedy planujemy ścieżkę leczenia mając na uwadze przede wszystkim
dobro pacjenta, będziemy umieli podjąć właściwe decyzje dotyczące tego, co
możemy sami zdziałać, a z czym należy pacjenta odesłać do specjalisty. To
nie jest wcale skomplikowane, a jest to najlepsza droga postępowania, która
pod koniec dnia daje nam poczucie, że jesteśmy prawdziwymi lekarzami. Niektórzy
z Państwa mogli już w swojej karierze doświadczyć bliskich spotkań najgorszego
rodzaju z prawnikami reprezentującymi powodów. Niezależnie od postawionych
zarzutów i powagi sprawy, uczucia wstydu, zwątpienia we własne możliwości
i zakłopotania są po prostu okropne. Oczywiście czas poświęcony na spotkania
z prawnikami jest czasem straconym, jeżeli chodzi o leczenie pacjentów. Finansowe
i emocjonalne koszta własnej obrony czy to w sprawie cywilnej, czy przed
sądem są bardzo wysokie – nawet jeśli wyrok będzie korzystny dla oskarżonego.
Niektóre poruszone w tym artykule fakty przemówią być może do tych lekarzy,
którzy dotychczas uważali takie sytuacje za czysto teoretyczne, a teraz,
kiedy pracują z pacjentami w „prawdziwym świecie” zdali sobie sprawę, że
lepiej prowadzić swoją praktykę ostrożnie i rozsądnie, niż później znaleźć
się w sądzie.
Sugerowana literatura
1. Zinman EJ. Records and legal responsibilities. In: Pathways of the Pulp.
8th ed. Cohen S, Bums R, eds. St. Louis, Mo: MosbyCo. 2001.
2. Cohen S. American perspective of litigation involving endodontics. J Feder
Dentaire International. 1989;39:13.
3. Cohen S, Schwartz S. Endodontic complications and the law. Oral Health.
1988;77:17.
4. Pine J. What happens it you break a tile during a root canal procedure?
Oral Health. 1996;86:29.
5. Selhst AG. Understanding informed consent and its relationship to the incidence
of adverse treatment events in conventional endodontic therapy. J Endod. 1990;16:387.
Autor: Stephen Cohen, DDS Prywatna praktyka San Francisko, California
[powrót] |